Create your own sidebar via Visual Composer with drag and drop tech, for almost all pages!
Aktualności
To pierwsze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki w tym roku. Tym razem rozmawiałyśmy o dwóch książkach „Widzimy się w sierpniu” Gabriela Garcii Marqueza oraz o „Nocnej zamieci” Johana Theorina. Powieść kolumbijskiego Noblisty, choć liczy tylko 112 stron wywołała gorącą dyskusję na temat tego, czy powinno się wydawać coś, czego autor nie zdecydował się opublikować jeszcze za życia. O drugiej powieści ciekawie pisze nasza Klubowiczka – Anna Kaczmarczyk. Zachęcamy do przeczytania!
Powieść jawiąca się jako thriller zimowy to druga część z czteroczęściowego cyklu kryminałów autorstwa Johana Theorina. Nosi tytuł „Nocna zamieć” i można ją czytać jako osobny tom. Autor otrzymał za nią w 2009 roku nagrodę literacką Szklany Klucz, przyznawaną przez członków Stowarzyszenia Twórców Kryminałów pisarzom z krajów nordyckich.
Gdy sięgnęłam po tę książkę z dreszczykiem (zwłaszcza, że została wydana w Serii ze Strachem), wydała mi się jako wielowątkowy spektakl literacki, który można wystawić nie tylko na szwedzkiej scenie, a to właśnie kraj ze stolicą w Sztokholmie jest miejscem opisywanych wydarzeń. Tak jak ponure i niezmierzone są połacie terenów w północno-wschodniej Olandii, zasypanej śniegiem i kryjącej w sobie dwie magiczne latarnie oraz zamierzchłą, pełną tajemnic pomalowaną na czerwono oborę, tak niełatwo oderwać się od stronic powieści. Otula ona losy Joakima, jego żony Katrine wraz z dwójką ich dzieci – Livią i Gabrielem, a te łączą się ściśle z opowieściami o zmarłych teściowej głównego bohatera. Czytając powieść, dążymy do prawdy, zanurzając się w mrok zapisany na rękach kogoś, kto zdaje się być niewiadomą i do ostatnich rozdziałów próbujemy rozwikłać zagadkę zbrodni, która osacza Åludden, do którego przeprowadza się rodzina Westinów. Na pozór cicha osada mieści również „schron” dla dawnych mieszkańców ich nowego domu. Aby przyjrzeć się mu, czytelnik musi wgryźć się w narrację zaserwowaną przez Theorina, zgrabnie i szczegółowo kreślącego widmo upadku członków rodziny Westin.
Powieść poruszyła mnie tak bardzo, że nie mogłam doczekać się, kiedy skandynawski pisarz odsłoni kolejną kotarę, za którą kryje się tajemnica rodzinna, zagubione obrazy malarskie oraz obłudni złodziejaszkowie, którzy popychają thriller na właściwe tory. Z jednej strony domyślamy się, kto mógł obłowić się kosztownościami z domków letniskowych w Åludden, a z drugiej czyhamy na tego, kto zrobił krzywdę bohaterce, która chciała poznać prawdę o bliskiej jej osobie. I tutaj obdarzamy czułością inną postać – Tildę, która jako policjantka i wykładowczyni stara się rozwikłać zagadkę śmierci kogoś znaczącego dla miejsca akcji. Przez powieść nie brniemy, my w niej szusujemy, tak łatwo można zapomnieć się podczas lektury z kubkiem gorącej herbaty w dłoni. Lektura ta wpisuje się teraz w ten czas, zimowe śnieżyce i temperaturę sięgającą czasami -10°C, co dobrze oddaje atmosferę chłodu bijącego od tytułowego szwedzkiego „fåk”, czyli zamieci, przez którą muszą przedrzeć się prawie wszyscy bohaterowie książki. To właśnie wiatr i śnieg, ściśle łączące się ze szronem spowijają naszych szwedzkich „odludków”, aby poprzez kilkadziesiąt stron toczyć zażarty bój o naszą uwagę pod hasłem „kto zabił?”… I chociaż autor odkrywa przed nami również tajemnice postaci, nienależących do małżeństwa Westin i ich rodziny, to my jako czytelnicy zastanawiamy się, na czym polegają te niuanse i kolejne ofiary, które pochłania nocna zamieć. Czy Theorin nas zwodzi, przypominając, że to, co wydaje się być daleko, stoi przed nami, bo jakże niełatwo oszukać wytrawnego pasjonata kryminałów i skierować jego ścieżki myślenia o mordercy na inne tory. Czy duchy z Åludden potrafią nakierować Joakima na ślad tego, co już dawno przeoczył, remontując swoje domostwo, czy odnajdzie spokój na pustkowiu wraz z ukochaną i swoimi milusińskimi, które jedno z nich przypomina nam zawodzącą zjawę, w którą wstąpił inny byt.
Historia ta przypomina również makabryczną sagę rodzinną, w którą wplątani są bohaterowie z krwi i kości, którzy toczą ze sobą walkę o przetrwanie w nadbałtyckiej głuszy, gdzie skąpany we krwi główny winowajca, zostaje wskazany przez przeszłość jako ten, który skąpił sobie prawa do tolerancji ludzi słabszych i wykluczonych. Czy Joakim i Tilda zmierzą się z losem i sprowadzą całą rodzinę na drogę prawdy i wyjaśnienia sobie tego, co zataiła ludzka mowa przez lata przebywania ze sobą, a zarazem odchodzenia od siebie, a także spraw równie ważnych jak miłość i szczęście. „Nocna zamieć” to obraz rodziny w pigułce, która zawiera w sobie przekleństwo, a zarazem nadzieję na zmiany, które pozwolą Westinom zbudować nowe relacje i pozwolić odbudować więzi na przyszłość. Gdyby miała powtórzyć się taka wizja ich następnych dziejów, jak w przeszłości, kolejne nagrobki czające się w miejscu owianym grozą w Åludden nie miałyby już miejsca… Czas pokaże czy dopowiadając tę wysmakowaną prozę bylibyśmy świadkami oczyszczenia się zakazanych zakamarków dwóch bliźniaczych latarni.
Anna Kaczmarczyk


